FUJIFILM X-T4 – aparat bezkompromisowy. Nasza recenzja

opublikowano 10-08-2020 10:45

FUJIFILM X-T4 – aparat bezkompromisowy. Nasza recenzja

Kolejny rok, kolejne premiery aparatów za nami. Tym razem na rynku pojawił się następca modelu X-T3. Następca, jak to następca, ma być lepszy od poprzednika. Jaki w takim razie był poprzednik?

Poznałem X-T3 podczas realizacji jednego z moich najlepszych filmów o fotografii jaki kiedykolwiek stworzyłem. Była to krótka opowieść o fotografii krajobrazu, o tym co jest w niej ważne, a wszystko przedstawione z perspektywy Piotra - wielbiciela gór, śniegu oraz zdjęć. Materiał był trudny w realizacji gdyż mieliśmy niewiele czasu, trudny teren i sporo ujęć do nagrania. Kluczowymi aspektami stała się wygoda użycia i waga całego sprzętu.

Pamiętam, że byłem zachwycony jakością obrazu z tego filmu, przyzwyczaiłem się do tych wszystkich kółek i pokręteł których nie byłem początkowo zwolennikiem i byłem naprawdę zadowolony z tego aparatu. Jednak dwie sprawy były dla mnie poważnymi problemami. Po pierwsze bateria w modelu X-T3 kończyła się w zastraszająco szybkim tempie. Po drugie aparat nie posiadał stabilizacji. Oczywiście część obiektywów ratuje sprawę optyczną stabilizacją, ale te które mnie interesują na przykład 16mm/1,4 nie jest w nią wyposażony, a używanie gimbala podczas takich akcji w górach nie jest najwygodniejszym wyborem. Wystarczy mi noszenia na plecach i jestem gotowy na pewne techniczne uchybienia jeśli dzięki temu jestem dużo bardziej mobilny, szybki i wydajny. Dlatego stabilizacja w aparacie plus ewentualnie dodatkowa stabilizacja w obiektywie jest w stanie zaspokoić większość moich potrzeb. I zgadnijcie co. Główne zmiany w nowym modelu X-T4 to pojemniejsza bateria i stabilizacja matrycy. Zupełnie tak jak gdyby czytali mi w myślach.

Na papierze dostajemy tutaj w zasadzie wszystko. Body ze stopów magnezu, uszczelniany korpus który z obiektywami WR tworzy zestaw odporny na wszelkie zło, świetna rozdzielczość wizjera oraz wyświetlacza LCD który jest obracany we wszystkich kierunkach oraz niemal pełen zestaw portów za wyjątkiem wyjścia słuchawkowego ale to realizowane jest za pomocą adaptera dołączonego w zestawie. Do tego warto pamiętać o przemyślanym menu, bardzo dobrą ergonomią, choć chwyt może wydawać się za płytki dla niektórych osób, a dedykowany selektor do przełączania się między trybem foto a video to wisienka na torcie.

Dobra jednak do rzeczy czyli jakie ta maszynka produkuje obrazy. Mamy do czynienia tutaj z matrycą formatu APS-C o rozdzielczości 26 megapikseli. Dobra reprodukcja kolorów i niezły zakres tonalny sprawia, że niezależnie od tego czym się zajmujecie i co fotografujecie powinniście być zadowoleni.

Warto dodać, że to prawdziwa maszynka do zabijania. Mechaniczna migawka zapewnia nam prędkość 15 zdjęć na sekundę, a przy zastosowaniu migawki elektronicznej będzie to już 30 zdjęć na sekundę. To w zasadzie jak gdybyśmy nagrywali film. Możecie w krótkim czasie zrobić bardzo dużo zdjęć. Migawka mechaniczna jest bardzo, ale to bardzo cicha, a migawka elektroniczna jest oczywiście zupełnie bezgłośna.

Autofocus jest niesamowicie szybki i oczywiście otrzymujemy wszelkie możliwe tryby od punktowego poprzez śledzenie obiektów, a na wykrywaniu twarzy kończąc. I powiem Wam działa to naprawdę dobrze. To jeden z tych aparatów którym możemy robić portrety nie zwracając uwagi na to co w ogóle robimy.

Co się tyczy samej jakości zdjęć to mamy tutaj do czynienia z najwyższą półką. Jeśli chodzi o sławne kolory Fuji to ja akurat jestem z pokolenia które "wywołuje" zdjęcia na komputerze, więc wiem, że kolorystykę mogę sobie później dopasować wedle potrzeb ale przyznam, że gdybym miał robić tym aparatem zdjęcia w JPG i ich później nie dotykać, to pewnie wszystko robił w symulacji obrazu Eterna. Bardzo ładna i naturalna kolorystyka.

Stabilizacja obrazu to jedna z największych zmian w stosunku do swojego poprzednika. W fotografowaniu sprawuje się rewelacyjnie i można dzięki niej uzyskiwać niesamowicie długie czasy naświetlania z ręki ale jak wygląda to podczas nagrywania filmów? To dla mnie ważne bo jak wspominałem na samym początku mój sposób filmowania opiera się w dużym stopniu o stabilizację.

Ujęcia statyczne, gdy się nie poruszam, nawet na 200 milimetrach wyglądają dobrze. Stabilizacja ładnie koryguje drgania. To nie to, żeby obraz się nie ruszał na tych 200 milimetrach bo to nie możliwe ale wciąż jest całkowicie użyteczny. Jeśli dodam delikatną stabilizację w postprodukcji wówczas rezultaty są niemal idealne. Na szerokim kącie, nawet bez dodatkowej stabilizacji w postprodukcji, możemy mieć wręcz wrażenie, że aparat jest na statywie.

Jednak podczas poruszania się jest już gorzej. Tutaj w momencie robienia kroku, nawet na szerokim kącie, stabilizacja nie jest w stanie tego wyłapać. Nic w tym dziwnego, jeszcze nikt nie zrobił takiej stabilizacji która by sobie z tym w pełni radziła. Gdyby tak było nikt nie kupowałby gimbali. Jednak z kronikarskiego obowiązku muszę zaznaczyć, że są na rynku aparaty które pod tym względem radzą sobie lepiej. Niemniej jednak delikatne ruchy imitujące jazdę sliderem są do zrobienia, choć trzeba być bardzo delikatnym i ostrożnym.

Skoro już przy filmowaniu jesteśmy to na początku garść technicznych spraw. Mamy rozdzielczość 4K w maksymalnie 60 klatkach, Full HD nawet w 240, możliwe jest wewnętrzne nagrywanie 4K 30 klatek w 10bit w próbkowaniu 4.2.0 ale wypuszczając sygnał do zewnętrznego recordera może to być nawet 4K 60 klatek w 10bit 4.2.2. Jeśli nic Ci to nie mówi to wiedz, że to bardzo dobre rzeczy. To jeden z najlepiej filmujących aparatów na rynku, a podkreślić trzeba, że jeśli chcesz ułatwić sobie życie to filmowy autofocus działa tu naprawdę dobrze. Oparty o detekcje fazy nie szuka, nie pompuje, zdarza mu się oczywiście pomylić, ale generalnie jest bardzo dobrze.

Dla wszystkich tych którzy boją się utraty danych która nigdy mi się nie trafiła być może dlatego, że nie rzucam aparatem, a o karty SD staram się zwyczajnie dbać jest tutaj możliwość nagrywania czy fotografowania na dwóch kartach jednocześnie więc teraz musielibyście mieć naprawdę wyjątkowego pecha by stracić dane.

Fuji ze swoimi bezlusterkowcami istnieje na rynku już od ładnych kilku lat dzięki czemu gama dostępnych obiektywów jest naprawdę szeroka. Jest to około 30 oryginalnych szkieł sygnowanych logiem Fuji a dodatkowo znajdziecie dziesiątki kolejnych modeli innych firm. Jest w czym wybierać i myślę, że niezależnie od tego co robicie powinniście bez trudu znaleźć obiektyw skrojony do Waszych potrzeb. Moim ulubionym jest na przykład ta 16/1.4. Gdybym miał wybrać jedno szkło które pozostanie ze mną na zawsze i nie mógłbym go zdjąć byłoby to właśnie to. Ekwiwalent około 24 milimetrów z płytką głębią ostrości. Na dodatek obiektyw jest uszczelniony, co w połączeniu z tym body tworzy zestaw gotowy na każde wyzwanie.

Na koniec zostawiłem sobie temat niemniej ważny niżeli jakość obrazu, a jest to bateria. W końcu Fuji wstawiło do swojego aparatu baterie o rozsądnej pojemności. Podczas ostatnich dni gdy testowałem ten aparat użytkowałem go w najróżniejszych warunkach wykorzystując oba tryby, zdjęciowy oraz filmowy. Bywały dni w których przynosiłem do domu ponad 30 GB danych i jedna bateria wystarczała w zupełności. W końcu przestałem ją za każdym razem doładowywać i powiem Wam, że nagrywając filmy 4K i robiąc zdjęcia w RAW-ach baterie kapitulowała dopiero po przekroczeniu 50 gigabajtów. Jednym słowem myślę, że dwie baterie na cały dzień to absolutnie wystarczająca ilość, a być może nawet nie będzie potrzeby użycia tej drugiej. Ona pełni raczej rolę awaryjną.

Pewnie zastanawiacie się gdzie jest haczyk? Co jest z tym aparatem nie tak? Otóż tego haczyka po prostu nie ma. Tutaj nie ma się do czego przyczepić. Można oczywiście wciąż wkurzać się na brak tego gniazda słuchawkowego ale jak wspominałem mnie to nie rusza. Dostaje adapter i wszystko gra. Może oczywiście komuś nie pasować ergonomia ale to sprawa czysto subiektywna. Patrząc obiektywnie na to co ten aparat potrafi i jakie produkuje obrazy to naprawdę nie ma się tutaj do czego przyczepić. Wszystko jest idealnie. Jednak jeśli miałbym powiedzieć czy czegoś mi tu brakuje to jest pewna rzecz. Jako osoba która głównie miłuje się w fotografii krajobrazu brakuje mi tutaj trybu pixel shift. Większość ludzi nawet nie wie co to jest i do czego służy bo jest to funkcja o bardzo ograniczonej możliwości użycia, specjalnie dla takich świrów jak ja. 

Pixel Shift to taki tryb w którym aparat wykonuje kilka zdjęć, zwykle od czterech do ośmiu, każde z przesunięciem matrycy o jeden piksel generując w ten sposób obraz o wysokiej szczegółowości i lepszej kolorystyce. Dla mnie jako pejzażysty niesamowicie ważne jednak ten tryb ma mnóstwo ograniczeń. Scena musi być nieruchoma, nawet wiatr może popsuć ujęcie, a aparat powinien oczywiście być na statywie. Jak się pewnie domyślacie do działania tego trybu potrzebna jest ruchoma matryca. I teraz musicie wiedzieć, że Fuji znane jest ze swoich aktualizacji które potrafią naprawdę przynieść realne korzyści jak chociażby wprowadzenie trybu filmowania w 4K w aktualizacji do modelu X-Pro2 czy na przykład trybo nagrywania w 120 klatkach w X-T2. Wyobrażacie to sobie? W aktualizacji producent dodaje istotne zmiany które realnie podnoszą wartość aparatu. 

Gdy mówię te słowa Fuji pracuje nad nowym oprogramowaniem do swojego średnioformatowego GFX100 które to ma wprowadzić funkcję pixel shift. Jeśli im się to uda to pozostaje trzymać kciuki aby wprowadzili tą funkcję również do modelu X-T4. Wówczas powstałby aparat który byłby niemal idealnie skrojony nawet do tak specyficznych potrzeb jak moje.

Odkąd na rynku pojawiła się pierwsza filmująca w rozsądnych rozdzielczościach lustrzanka odtąd rozpoczął się podział na aparaty fotograficzne i filmujące. Te funkcjonalności nawzajem się przenikają jednak zawsze pojawiały się modele które kładły większy nacisk na jedną ze stron. W końcu w dzisiejszych czasach producenci często prezentują modele w których brakuje kilku kluczowych elementów, w ten sposób tworząc zapotrzebowanie na kolejne modele. Rynek rozszerza się o następne aparaty które posiadają brakujące rozwiązania, ale wtedy wycina się coś innego. I tak to właśnie trwało aż do 28 kwietnia 2020. Tego dnia, po raz pierwszy w historii i nie boję się tego powiedzieć, otrzymaliśmy aparat bezkompromisowy.